Pani Blond

Wychować i nie zwariować

| 1 Comments
cwgk-u9phoo-josh-applegate-2

„ Zawsze naśmiewałaś się z poradników”- przypomniała mi niedawno moja przyjaciółka przy okazji rozmowy
o ostatnio przeczytanych książkach. Szukanie sposobów na rozwiązanie każdego życiowego problemu w księgarni wydawało mi się kiedyś okropnie infantylne- po to mamy swoje rozumy, intuicję, ręce i nogi aby czasem ich użyć.
Nikt nie jest rzecz jasna wszechwiedzący i korzystanie z doświadczeń innych bywa bardzo pomocne, są jednak dziedziny życia takie jak sprzątanie czy odchudzanie, w których przeczytanie choćby wszystkich znajdujących się na rynku pozycji raczej nas do celu nie przybliży. Sorry, Winnetou, trzeba wstać i robić. Moje zdanie na ten temat jest szczególnie ugruntowane w kwestii tematyki wychowania dzieci. Czy naprawdę grupa amerykańskich ekspertów może dać szczegółowy przepis jak zapanować nad rozhisteryzowanym dwulatkiem?Jedynym TAKIM dwulatkiem na świecie? Nie sądzę.

Jednym z kilku czynników, które skłoniły mnie do sięgnięcia po pozycję z działu poradniki, w dodatku poradniki na temat wychowywania dzieci był fakt przeczytania fragmentu, w którym jego autorzy kwestionowali skuteczność jakichkolwiek złotych, uniwersalnych metod przygotowania do dorosłości. Najtrudniej wpaść na najprostsze rozwiązania. Książki takie jak Więź Dr Gordona Neufelda i Dr Gabora Maté nie podają odpowiedzi na tacy. Zamiast tego w inteligentny sposób  zmuszają do myślenia.
Temat wychowania kojarzy się tylko i wyłącznie z posiadaniem dziecka. Komu poza rodzicem może przydać się taka wiedza? Ja osobiście zrugałam siebie z przeszłości za tak ignorancki stosunek do tej kwestii. Poznając najprostsze, pierwotne mechanizmy ludzkiego postępowania, tworzenia więzi z najbliższym otoczeniem, sposobu kreowania własnego, dojrzałego JA, można przy okazji odkryć masę informacji  na swój temat. Przeanalizować motywy swojego własnego postępowania. Jeśli jest błędne spróbować je naprawić. Czy Ci się to podoba czy nie wszystko ma swój początek w dzieciństwie, a ściślej mówiąc w szeroko rozumianym wychowaniu, relacjach z najbliższymi.
Tam leży puszka Pandory. Zwykle na próżno jednak szukać konkretnych winnych…

Relacje. W codziennym życiu łatwo zapominamy jakie są ważne. Czas pędzi, a my chcemy aby otaczające nas osoby przede wszystkim spełniały nasze oczekiwania. Tyczy się to wszystkich stosunków, ale najbardziej widoczne jest w kontaktach z dziećmi. Łatwo budować atmosferę miłości, zrozumienia, czułości mając przed sobą niewinnego, nieporadnego słodziaka wyciągającego na nasz widok swoje małe rączki. W takich okolicznościach płyniemy jeszcze na fali intuicji, jesteśmy otwarci i pobłażliwi.  Schody zaczynają się później kiedy z jakichś powodów duże już (w naszych oczach) dzieci przestają sprostowywać wyznaczonym wymaganiom. Stają się niewygodne, odpychające i problematyczne. Wtedy czar pryska, a my zaczynamy błądzić jak we mgle. Sami zmieniamy się w bezradnych kilkulatków reagujących krzykiem, tupaniem nogami i groźbami. Wszystko co do tej pory było oczywiste- bezwarunkowa miłość, zrozumienie, cierpliwość, staje pod znakiem zapytania. Zapominamy, że naszym najsilniejszym ( nie tylko w aspekcie wychowania) narzędziem jest tytułowa więź. To ona daje nam rodzicielskie przywileje i pomaga małemu Jasiowi w naturalny, nie wymuszony sposób stać się prawdziwym, zaradnym, niezależnym Janem. Przestajemy nawiązywać z Jasiem kontakt, a później dziwimy się, że na nasze oschłe, rzucane rozkazującym tonem polecenia, nakazy i zakazy działają w przeciwny do oczekiwanego sposób. Logiczne i banalne prawda? A jednak trzeba przeczytać to w książce aby uświadomić sobie jak bezmyślnie postępuje większość z nas.

Kolejnym powodem dla którego piszę o Więzi jest szczególnie mi bliska, zawarta w niej koncepcja kształtowania osobowości dziecka. Znacie to miłe uczucie kiedy wasze tezy znajdują poparcie w mądrych książkach?
Nigdy nie nauczysz dziecka zdrowego odżywiania i szacunku do własnego ciała zapychając się wieczorami mrożoną pizzą, nie zarazisz pasją spędzając każdą wolną chwilę przed telewizorem, nie pokażesz siły pozytywnego myślenia, jeśli ciągle słyszy twoje narzekanie i pretensje do całego świata. Bo to twoje zachowanie, a nie słowa są gotowym przekazem, który trafia do młodej osoby. Ta osoba jest natomiast ściśle z tobą związana , a co za tym idzie chłonie jak gąbka wszystko co czujesz i robisz.

„Umiejętność zapanowania nad dzieckiem w dużej mierze jest pochodną zdolności do kontrolowania siebie samego. Zarazem musimy być dla siebie równie wyrozumiali, jak chcielibyśmy być dla dziecka. Na przykład odpowiedzią na brak samokontroli z naszej strony nie powinno być karanie siebie lub zmuszanie się do bycia dobrym. Takie metody nie będą w odniesieniu do nas ani trochę skuteczniejsze, niż są w stosunku do dzieci.”

Tak jak w innych relacjach tak i w tej wszystko zaczyna się w nas. Zmieniamy siebie i w magiczny sposób zmieniają się ludzie wokół. Czasami wydawać się może, że wszystko co robimy powinno teoretycznie przynosić pozytywne skutki, a mimo to spotykamy się ze ścianą. Tyczy się to zarówno młodszych jak i starszych dzieci, a dziecko to, uwaga, uwaga – też człowiek! Niespodzianka? Posiada emocje, zmienne nastroje tak samo jak my, a w dodatku nie wie jeszcze jak nad nimi zapanować. Spotyka się z całkowicie obcym światem, tysiącami bodźców, których bez pomocnych rąk mamy i taty nie jest w stanie samo „rozpracować”. To my musimy być skałą trwałą i choć bywa trudno zachowywać spokój i cierpliwość.

Autorzy zapoznają nas ze zjawiskami, kulturowymi wypaczeniami, które w dużej mierze odpowiadają za negatywne zmiany zachodzące w zachowaniu dzieci. W większości przypadków świadome ruchy rodziców mogą na szczęście zdziałać cuda. Do refleksji zmusiły mnie fragmenty dotyczące rodzinnych rytuałów. Rzeczy, które jeszcze niedawno były niepodlegającą dyskusji oczywistością w świecie, w którym żyjemy stały się czymś okazjonalnym i wyjątkowym.
Mam na myśli wspólne rodzinne posiłki przy stole, wieczorne czytanie, codzienne zwyczaje nadające soczystości upływającym dniom.

„ Im bardziej dziecko zacięło się w rozwoju, tym ważniejsze są struktury. Oznaczają one swojskość,
a jest to coś, za czym takie dzieci instynktownie tęsknią. Struktury wyrabiają dobre nawyki.”

Pomyśl o dobrych chwilach z dzieciństwa, związanych z rodzinnym domem- na pewno znajdzie się wśród nich jakiś wspólny zwyczaj, który szczególnie zapadł ci w pamięci. Takie obyczaje w dużej mierze kształtują nas jako osoby. Zakładając własne rodziny, urządzając własne cztery kąty  często nawet nieświadomie powielamy schematy, których nauczyliśmy się od naszych mam, ojców, babć… Odchodząc od szeroko rozumianych tradycji odbieramy rzeczywistości ( swojej i naszych dzieci) dużo wartości.

Po przeczytaniu Więzi mam jeszcze większą świadomość, że dla mojej obecnie małej jeszcze córeczki jestem nośnikiem kultury.  Bez rodziców, dziadków, przynajmniej w najwcześniejszych latach życia, sama nie ma do niej dostępu. Mówię tu o kulturze spędzania rodzinnych świąt, tradycyjnych potrawach, ale i o dobrych, wartościowych książkach, filmach, muzyce. Często nie zdajemy sobie sprawy jak duże ma to znaczenie. Odkąd jestem mamą świadomie kupuję jeszcze więcej książek z myślą o tym, że kiedyś sięgnie po nie moja córka. Gdzie znajdzie więcej mądrości niż w domowej biblioteczce? Wierzę w teorię, że jesteśmy w dużej mierze tym czym nasiąkamy- otaczającymi nas ludźmi, obrazami, tym co usłyszymy i przeczytamy, dlatego warto stwarzać dziecku atmosferę w której rozkwitać będzie ciekawość świata.

Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów. Dr. Gordona Neufelda i Dr Gabora Maté, porusza wiele kwestii, w moim odczuciu związanych nie tylko z samym wychowaniem człowieka, ale i generalnie ze współczesnym życiem. Odpowiada na trudne pytania, pokazuje problemy z nowej perspektywy. Nie jestem żadnym ekspertem psychologii dziecięcej, przeciwnie- wiem, że nic nie wiem i właśnie dlatego polecam tą pozycję wszystkim rodzicom i nierodzicom .

Takie „poradniki” to ja mogę czytać…