Pani Blond

Moje cheerleaderki

| 1 Comments
motywacja

Wielkimi krokami zbliża się początek nowego roku, a wraz z nim czas postanowień, planowania wielkich zmian i „zaczynania wszystkiego od nowa”. Podjęcie wyzwań oraz komunikowanie tego wszystkim w okół nie stanowi żadnego problemu. Co zabawne, jestem przekonana, że większość osób nie zastanawia się nawet z czym długoterminowo wiąże się ich postanowienie- jakich wyrzeczeń i nakładów pracy wymaga. Podejrzewam, że gdyby wiedzieli, nie braliby na swoje barki, tak poważnych rewolucji. Ja swoje postanowienia podejmuję i staram się realizować na bieżąco, nie czekając na poniedziałek, nowy miesiąc czy rok, choć nie twierdzę, że nie są to dobre okazje na zmiany…

Każdy plan poniesie fiasko bez określenia konkretnych celów i odpowiedniej dawki dopingu.
Mając na głowie mnóstwo codziennych spraw, które wciąż się mnożą ciężko zmotywować się do robienia czegoś „dodatkowego”, nie mieszczącego się do szufladki z napisem obowiązki czy sprawy pilne. Jest to szczególnie trudne jeśli ma się w domu małą absorbującą istotę wymagającą poświęcenia całej swojej uwagi.  Kiedy tylko owa istota śpi/ została zabrana na spacer przez tatę/ babcię/ dziadka/ spędza akurat popołudnie w żłobku bądź cokolwiek innego co pozwala na chwilę dla siebie, pierwszymi rzeczami o jakich się pomyśli jest zwykle sofa, koc, kawa i ODPOCZYNEK.
Podobną „wymówką” aby odstawić na bok wykonywanie tego co naprawdę daje nam radość i spełnienie może być też praca zawodowa, zmęczenie, brak czasu, pieniędzy itd. Każdy znajdzie coś dla siebie!

Z głową pełną marzeń i świadomością, że można je spełnić tylko robiąc, a nie tylko myśląc i mówiąc odbija się to jednak lekkim poczuciem winy. Ten zbyt częsty koc i kawa. Bo niby mi się należy, ale może to już krok do lenistwa??? Trzeba się zatem jakoś zmotywować. Już się wie czego się chce, ma się plan, zostaje tylko wstać, zakasać rękawy i robić, a później być konsekwentnym, aby powtarzać to każdego dnia.

Wypracowanie sobie swoich WŁASNYCH sposobów motywacyjnych bardzo pomaga ruszyć z miejsca. Jasne, istnieje niezliczona liczba cytatów, książek i sposobów na to jak nie tracić zapału do działania. Sytuacja, cele i osobowość każdego z nas jest jednak kompletnie różna dlatego niejeden słysząc zdanie „ wszystko jest możliwe, wystarczy chcieć” wzruszy ramionami i wróci do oglądania serialu.
Mając dosyć ciągłego odkładania swoich planów „ na lepsze czasy” i „ dogodniejsze okoliczności” stworzyłam swój własny pakiet automotywatorów, które zagrzewają mnie do działania niczym seksowne cheerleaderki.

Dla inspiracji.

Moje dziecko

Wynika to chyba ze świadomości, że wychowanie jest głównie dawaniem wzorca. Nie męczącą paplaniną, zakazami i wymaganiami. Być może to zakrawa o próżność ( dobra, kto z nas nie jest choć trochę próżny?), ale z całego serducha pragnę być dla niej inspiracją, nakręcać do działania. Dla niej być najlepszą wersją siebie- zdrową, szczęśliwą, mającą trochę wiedzy w głowie i pasji w życiu. Może kiedyś powie koleżance – wiesz moja mama to fajna babka.Moja wyobraźnia podsuwa mi obrazy- może nieco wyidealizowane i naiwne niczym amerykańskie seriale, ale przyjemne więc co mi tam… :

Odbieram córkę ze szkoły, jedziemy  moim autem, wiatr we włosach, muzyka
w głośnikach, śpiewamy naszą  ukochaną piosenkę.

Jemy carbonarę, ugotowaną na jej życzenie, przy stole w kuchni, rozmawiamy o wszystkim
i o niczym.

Oglądamy film, chrupiąc orzeszki, wybuchamy śmiechem w tym samym momencie…albo w różnych.

Przyjaźń. Przyjaźń na zdrowych zasadach z własnym dzieckiem. Może być coś lepszego? To trochę tak jak w związku- jedną z cegiełek, które go budują jest dbałość o siebie. Bycie ciekawym, soczystym człowiekiem.
A więc tak, myśl, że jestem dla kogoś wzorem daje mi kopa. Codziennie.

 Rzeczy, których nie chcę

Nie chcę żyć od weekendu do weekendu, od 9 do 17 wkładając swoją pracę w robienie czegoś automatycznie i bez odrobiny satysfakcji, według czyichś zasad. Nie chcę żyć bez kolorów, zapominając o co w tym wszystkim chodzi.  Nie chcę widzieć tylko jednego kontynentu. Nie chcę stać w miejscu, nie robić rzeczy które sprawiają radość. Nie chcę myśleć, że stać mnie na więcej. Nie chcę krótkotrwałych przyjemności kosztem tego co naprawdę wartościowe. Nie chcę nienakarmionego ego.

Wyznaczenie priorytetów

Moja natura sroki i miłość do wszystkiego co piękne zmusiły mnie jakiś czas temu do zakupu pięknego, kolorowego notatnika- kompletnie „nie potrzebnego”. Leżał i kurzył się na półce z książkami, aż do dnia w którym postanowiłam wyznaczyć swoje priorytety i zapisać je- w formie wiadomości do samej siebie. Bardzo pomocne kiedy się pogubię . Zanotowałam w nim na co chcę przeznaczyć swój czas- żeby go nie trwonić, co TERAZ jest dla mnie najważniejsze, dlaczego decyduję się właśnie na te, a nie inne zajęcia/ czynności- czemu ma to służyć i gdzie mnie zaprowadzić. Nie ma innego sposobu na osiągnięcie celu niż małe kroczki, zwykłe codzienne decyzje. Banał, ale prawdziwy.  Nie da się niestety zrobić wszystkiego naraz i od razu. Zaczynając nawet najgorszy dzień od przeczytania swoich własnych zapisków- przypomnienie sobie gdzie i jak chcemy dojść, nie może skończyć się zaleganiem na kanapie. Kwestia szacunku do samego siebie- mam wobec siebie zobowiązania- zapisane czarno na białym- więc konsekwentnie je realizuję. Efekt? Przyjemne uczucie satysfakcji pod koniec dnia. Nawiasem mówiąc konsekwencją budujemy zaufanie do siebie- kolejny element składający się na poczucie szczęścia.

Ludzie…

sukcesu, kolorowe ptaki, twórcy, indywidualiści. Kiedy zabieram się za jakieś kreatywne zadanie lubię przed tym przeczytać kilka linijek książki, rzucić okiem na ciekawy wywiad, obejrzeć filmik dobrego youtubera, posłuchać muzyki. Ludzie tworzą fantastyczne rzeczy, są niesamowicie różni, każdy emanuje zupełnie innym rodzajem energii. Obserwując innych, idących do przodu, wykorzystujących swój potencjał nie można stać  w miejscu.

Świadomość…

tego, że sama jestem odpowiedzialna za to jak wyglądam, jak się czuję, co robię ze swoimi dniami. Tego, że do mnie należy wybór.  Tego, że szukanie wymówek, zasłanianie się warunkami otoczenia czy zrzucanie winy na innych to oszukiwanie siebie i strata czasu. To nic, że zapominam się czasami kilka razy dziennie, bo później zaparzam zieloną herbatę, wybaczam sobie, uświadamiam sobie to po raz kolejny i zaczynam na nowo.

Działajcie! Nowy rok to dobry czas, na rozpoczęcie czegoś, co od dawna chodziło Wam po głowie.