Pani Blond

Leniwe dresiary brudaski

| 3 Comments
tnxrftxi9di-cristian-newman-1

Bezrefleksyjnie przeglądając kiedyś facebooka natknęłam się na proponowany artykuł jednego z kobiecych portali, tych o modzie, urodzie, seksie i plotkach. Generalnie nie klikam w tego typu linki, ale tu ciekawość zwyciężyła. Było to coś w stylu- niesamowite zwierzenia facetów na temat ich kobiet „po ciąży”. Zamurowało mnie.
Oczywiście można polemizować czy wypowiadający się mężczyźni są autentyczni, czy też nie, ale śmiem twierdzić, że sam problem jest- wystarczy spojrzeć na ilość podobnych forów i artykułów wyświetlanych w wyszukiwarkach. Przedstawiony w nich obraz bycia razem, związku i macierzyństwa może delikatnie mówiąc… zniechęcić do zakładania rodziny. Nędza i rozpacz.

Rozstępy, cellulit, niekształtne cycki- to zdecydowanie problemy najwyższej rangi. Bo jak można się tak zapuścić? Z pupą niekorzystnie wyglądającą w brazylijskich figach nie zasługuje się na miłość. Potem przychodzą kolejne- kobiety bez zainteresowań, z którymi nie ma o czym rozmawiać, leniwe dresiary i brudaski zostawiające w zlewach sterty naczyń. Jedyny temat na jaki są w stanie wypowiedzieć się takie delikwentki to rzecz jasna dziecko. Wszystko kręci się wokół dziecka! Czas, pieniądze, rozmowy, nawet rodzina i znajomi. Życie dobiegło końca. Siedzi taka kobieta cały dzień w domu, nie robi nic ( tylko zajmuje się dzieckiem) i nawet potrawki z kurczaka nie zostawi na kuchence. Wzięłaby się w garść- żeby jakąś taką bardziej interesującą była, zgrabną- jak to nie ma czasu?  Obca osoba. Kiedyś petarda w szpilkach, dziś  Matka Polka w wełnianych skarpetach. Czym jest taka niby zmęczona? Jak można tak rozczarować pana męża, chłopaka, tatę?

Wiecie co najbardziej razi z tych pełnych rozpaczy opisów żon, partnerek, matek?
Pozycja facetów, którzy mieszczą sobie wygodne miejsca na ławkach rezerwowych. Nie widzą siebie w akcji, nie czują się zaangażowani ani odpowiedzialni. Dziecko to „własność” i „obowiązek” kobiety, ich zadanie zaczyna się i kończy za drzwiami domu. Po pracy już nic nie można od nich wymagać, a jedynie zaspokajać potrzeby. Dzielą rodzinę na dwie przeciwne drużyny- jedna to matka z dzieckiem, drugą jednoosobową tworzą oni samotni i opuszczeni.

Skąd biorą się takie przekonania? Może to same kobiety dają na nie przyzwolenie?

Słyszałam pewnego razu czekając cierpliwie w recepcji przychodni na swoją kolej, urywek  telefonicznej  rozmowy pielęgniarki; – skoro syn jest zdrowy to dlaczego Pani przekłada szczepienie? W sezonie grypowym!…Aha, aha… To mąż taki delikatny? No dobrze. Na 21. Do widzenia. Po odłożeniu słuchawki, do drugiej pielęgniarki- No wiesz co, przekładać szczepienie dziecka, bo mąż NIE LUBI z nim na takie ZABIEGI przychodzić. Może sobie NIE DAĆ RADY! A ona musi dać tak? Co to Oni pod jakąś ochroną są? FACECI! Oj Boże kochany, Boże. No dobrze, następny proszę!

Nieraz zdarzyło mi się usłyszeć pochwały spadające na płeć przeciwną za „taką zaradność w opiece nad maluchem”- obrazujące tego typu sytuację jako coś nadzwyczajnego, wartego uznania. Tłumaczy się to często tym, że kobiety posiadają  instynkt macierzyński, ale chwileczkę gdzie podziewa się w takim razie instynkt tacierzyński? Silne męskie ramię i zaradność? Jak to jest Kobietki, hm? Pochylamy się nad naszymi mężczyznami podobnie jak nad dziećmi?

Jeśli tak- jest to kolejna nasza wina. Kolejna po zaniedbanych ciałach, mieszkaniach i intelektach. Sama jestem mamą i ta kwestia wydaje mi się akurat bardzo podejrzana. Dlaczego? Macierzyństwo dało mi ogromną moc. Motywację i chęć do działania. Bo jestem bardziej świadoma, jak pompatycznie by to nie brzmiało,- wartości życia oraz bo mam kogoś dla kogo naprawdę warto się postarać. ALE! Motywacja i chęć to jedno- drugie to czas. Tak trywialna sprawa, ale bez braku czasu działanie jest fizycznie niemożliwe. Czy autorzy powyższych skarg wzięli to pod uwagę?

Bez pomocy przy istocie wymagającej stu procent uwagi zajęcie się kształtowaniem swoich pośladków może być bardzo utrudnione, a nawet niemożliwe. Gwarantuję, że gdyby wzięli na siebie odrobinę domowych obowiązków ich nudne brudaski zmieniłyby się nie do poznania, a w skrajnych przypadkach rozkwitłyby i stały się najlepszymi wersjami samych siebie. Tak Panowie, taką macie moc sprawczą i tak niewiele trzeba! Wystarczy trochę nam pomóc, wesprzeć, być w jednej drużynie, razem się cieszyć i pogadać chwilę o kaszce i wyrzynających się dwójkach. Razem stworzyć warunki w których bycie w trójkę (czwórkę, piątkę…?) będzie przyjemnością i zabawą. Dalej tworzy się przestrzeń do bycia we dwoje- bez gęstej atmosfery i wzajemnych pretensji.

Roszczeniowe i oskarżycielskie postawy generują sfrustrowane i nieszczęśliwe rodziny, w których rozmawia się jedynie o rachunkach i listach zakupów. Pisałam już tutaj kilka razy o tym, że wszelkie zmiany trzeba zaczynać od własnej „głowy”- nie da się zmienić zachowań partnera obrzucając go wymogami i krytyką. Można natomiast popracować nad sobą, przeanalizować swoje zachowania i… zobaczyć efekty na zewnątrz. Nie zgadzam się do końca ze stwierdzeniem, że kobieta jest odbiciem własnego mężczyzny,każdy jest odrębną istotą wyposażoną w moc samouszczęśliwiania. Jest w nim jednak ziarnko prawdy- mając u boku wspierającego przyjaciela łatwiej żyć z uśmiechem na twarzy.

Jednak jeśli punktem zapalnym relacji staje się ciało i jego defekty warto zastanowić się nad jej sensem. Być może to brutalne pytanie, ale czy warto trwać przy osobie stawiającej ciało ponad wartościami, energią, wnętrzem? Czy tak wygląda miłość, której nasze dzieci powinny uczyć się od najmłodszych lat?

Niedojrzałość i…głupota są świetnym celem ironii,ale dla głównych zainteresowanych mogą być niebezpieczne- pozbawić drugiego człowieka poczucia własnej wartości i wiary w siebie.
Nie chce mi się wierzyć, aby bez żadnych znaczących powodów natura kobiety, mamy mogła zmienić się o 180 stopni- z ideału w chodzący chaos. Jeśli nie jest to baby blues na myśl nasuwa mi się jedynie marazm spowodowany lawiną obowiązków w których ciężko odnaleźć czas na siebie.

Mimo wszystkiego co można przeczytać w sieci, coraz częściej widuje się szczęśliwe, zadbane, spełnione mamy.
Jak więc działa na Was macierzyństwo? Dodaje czy chwilami podcina skrzydła?