Pani Blond

Sens. Czyli dlaczego nie tęsknię za niebyciem mamą.

| 2 Comments
v63om8opjso-thomas-lefebvre-1

Mogłabyś teraz leżeć pod palmami, pić Cuba Libre, nie mieć nic na głowie przez najbliższy tydzień i mieć w nosie za co zjesz śniadanie jak wrócisz. Czytać w ciszy głupiego brukowca, machać oblepioną piaskiem nogą i Być- spokojnie, bez zmartwień. Pewnie, że byś mogła, ale chciałabyś?

Zamiast tego z sypialni obok ktoś woła Cię z rozpaczą o 6, czasem ku Twojej radości 7 rano. Zrywasz się na równe nogi, otulasz kołdrą i suniesz w stronę dobiegającego głosu. Mijają godziny i składasz porozrzucane kawałeczki dnia- żeby być dla niej, ale też trochę dla siebie. Kawa w kroplówce byłaby czasem dobrym rozwiązaniem. W upał i mróz biegasz po spacerowych alejkach, nawet jak nie bardzo Ci się chce.

Marzysz o weekendzie, jajkach na miękko i tostach przy paplaninie z sobotniej śniadaniówki, zamiast zalanej na szybko owsiance. Czasem chcesz uciec i włóczyć się bez konsekwencji i patrzenia na zegarek. Spać do 12 i bimbać do 14 bez prysznica i w piżamie. Iść zgodnie z planem bez niezapowiedzianych komplikacji. Zajmować się tylko sobą, napawać egoizmem, aż zbrzydnie i się znudzi. Ale czy naprawdę tego chcesz?

Wierzę, że można mieć wszystko, ale nie wszystko naraz. Można mieć to powyżej i poniżej, ale powoli. Na razie wybieram to poniżej. To daje moc, radość, satysfakcję, zmienia, uczy, wzbogaca, motywuje, dodaje skrzydeł- dziwne? Na pewno paradoksalne.

Nie da się czuć pustki i smutku ( przynajmniej nie permanentnie) czując na sobie niewinny wzrok pełen bezwarunkowej miłości. Ten wzrok rekompensuje wszystko, jest nagrodą za wszystkie niewygody. Rączki rozcierające Twoją szminkę po całej twarzy w poszukiwaniu nosa, oczu i uszu- też pełne miłości.Spontaniczny przytulas- nigdy na zawołanie, za to zawsze szczerze. Przebaczenie gdy odmówisz kolejnego ciastka, nawet gdy do oczu cisną się łzy i wali się kawałek świata. Każdy wypełniony po brzegi dzień- żaden nie mija bez uśmiechu. Pełne hałasu mieszkanie i głośny śmiech. Radość z niczego, która udziela się, którą chłoniesz i nie masz z nią szans. Duma, kiedy Twoja nauka nie idzie na marne, kiedy masz wkład w jakość nowego życia. Duma z siebie. Nigdy nie byłaś taka cierpliwa. Teraz dwudziesty raz podnosisz misia, który robi bam, za każdym razem zrzucany z kanapy z ogromnym entuzjazmem. Koczujesz długimi dniami w górze chusteczek z arsenałem syropów.
Miłość uskrzydla to prawda. Koi nerwy, złość. Nie pozwala odpuścić.

W prezencie dostajesz też pasję- pasję życia. Jajka na miękko w sobotni poranek smakują satysfakcją. Lenistwo jest zasłużone.
Ktoś trzyma Cię w pionie, nadaje rytm, pokazuje małym paluszkiem o co w tym wszystkim chodzi. Jest rześko, świeżo- czujesz, że żyjesz, a nie trwonisz dni.
Ten Ktoś jest Domem, nie trzeba dalej szukać. Biegać, próbować, mylić się, rozczarowywać, nie znać umiaru, popadać w skrajności, błądzić.
Jeśli z czegoś rezygnujesz to w pełni świadomie, wiesz, że warto i nie chcesz inaczej.

Warto dla takiego Sensu. Warto smażyć naleśniki, które lądują na ziemi, warto kupować książki, których grafikę urozmaicą wkrótce kolorowe bazgroły i postrzępione kartki, warto spędzić czasem saturday night fever z mini mini, warto zapanować nad emocjami i warto zmieniać siebie.  Bo nic nie jest cenniejsze. To pewne.
Dla tego Sensu modyfikuję pragnienia, marzę więcej i intensywniej, ale dopasowuję plany do niesfornej iskierki.
Jak ona to robi? Że nadal chcę wszystkiego, ale wszystko bez niej to już nie dla mnie.
Że ma więcej mnie, niż ja sama mam siebie?  Że tak bardzo mi się chce.

I to leżenie na plaży jakieś smutne mi się wydaje z pustym sercem bez tęsknoty i śmiesznego zdjęcia na tapecie telefonu.

Cuba Libre smakuje świetnie wiedząc, że mam do kogo wrócić i z kim zjeść śniadanie, nawet w biegu.