Pani Blond

krótka historia o niezrozumieniu

| 9 Comments
zt8pj6lt9uw-hailey-kean

Znam taką Zośkę. Równa babka, ale trochę pogubiona. Niby wszystko zaplanowane punkt po punkcie, ale zdarzało jej się zbaczać z drogi. Drogi swoich przekonań. Zośka jest w związku z Nim. On mówi, że kocha. Podkreślam mówi. Mówić to jedno, kochać to drugie.

Piecze kaczkę na kolację, biegnie do spożywczego po dwa jasne niepasteryzowane, układa w szafie, maluje paznokcie, tuszuje rzęsy i czeka do dziewiętnastej. W tle jazz, trochę nastroju. Czytaj- stara się. On wraca. Je, trochę kręci nosem, pije, ale nie słucha. Nie dziękuje, śpieszy się. Wychodzi. Raz służbowo raz towarzysko, przynajmniej do świtu. Ale kocha i stara się.

Zośka pucuje mieszkanie, smaży naleśniki, ale nie jest głupia, nie kosztem swojego świata. Swoich pasji, książek i pozapisywanych planów. Godzi wszystko i wieczorem czeka. Ale na marne- to nieważne co dziś robiła, niepotrzebne. Nie ważne co mówi. Nie słyszy dobrych słów.

Czerwone usta, seksowna kiecka, obcasy- może i wygląda jak milion dolarów, ale po co o tym mówić, skoro to wiadome? Jeszcze przewróci jej się w głowie.

Zośka przejmuje inicjatywę, wymyśla- wyjazd, knajpa, kino.

To trwa i trwa i trwa.

Na scenie, patrząc z widowni- jest pięknie. Zgodność, teatralny śmiech, wspólny obiad, czasem nawet muśnięcie dłoni. Razem tu, razem tam. Wszystko takie idealne. Piękny dom, podział ról.

Nie brakuje jej NIC, a coś zaczyna się dąsać. Niewdzięczna suka, można by rzec…- z widowni.
Coś zaczyna protestować- głupia, zadziera nosa. A on tak stara się i stara, wszystko dla niej robi no i mówi, że kocha, chwali namiętnie. Zwykle w alkoholowym uniesieniu, w indorowych przechwałkach, ale mówi. Zośka coraz gorsza z dnia na dzień, bez powodu, w głowie się przewraca. Nieuczynna, leniwa, bez szacunku. Po cichu, w sekrecie, bo to drażliwa kwestia, trzeba dodać, że nawet skarpet nie pierze. Nie ma nawet do pracy kanapek. Egoistka. A prezenty dostaje, mimo wszystko. Oschła i bezczelna- nawet docinki na scenie jej się zdarzają. Wszystko zaczyna psuć. A wszystko miała. Nic z siebie nie daje i tylko wymaga. Atmosfera gęstnieje- z jej winy. Trzeba wiedzieć, że Zośka to zadziorna istota, a więc wszelkim nerwom ona daje początek, a o tych pieczonych kaczkach nikt już nie pamięta. Bez niej jak i z nią, a może nawet lepiej. Ona bez uczuć harda baba, on wrażliwy, delikatny, starał się, ale cóż. A żyły sobie wypruwał. Wiadomo jak jest, na scenie widać najlepiej.

Perspektywę zmieniają kulisy. A tam gdzieś chowa się Zośki samotność. Zośki żal, że on mówi, że kocha- a nie wie kogo. Może kiedyś tam wiedział, ale człowiek się zmienia. Dzień za dniem, bez rozmów, nie nadążysz za zmianami człowieka. Taka prawda.
Tam po kątach leżą porozrzucane marzenia, plany, myśli, ambicje, obawy. On ich nie zna bo były nieważne.
Nic wspólnego nie miały z wyjątkowością i bijącym szybciej sercem. Leży tam śmiech i wspólnie tracony na głupoty czas. Leży Zośki blask. Dzikość. Iskry. Jedyne gesty, słowa. Leżą i kurzą się.

I siedzi Zośka, inna niż na scenie. Z posępną miną, sama ze sobą. Nie robi nic wbrew sobie. Trochę jak dziecko- nie pocałuje nieszczerze. Zrobi śniadanie, ale od serca- bez serca wie, że nie smakuje. Głodna rozmowy, wsparcia. Tęskni. Nie na scenie ma być główna gra. Każdy inaczej rozumie zasady, jedno jest pewne, na złudzeniach nie powstanie trwały świat. Na roszczeniach, pretensjach i krzykach. Tu wymagania stawia on. To przyjaciele, kochankowie czy wrogowie, konkurenci? Wet za wet- najrozsądniejsza z zasad. Nie ma nic za darmo- kolejna.

Mówią, że nadzieja umiera ostatnia. Wstaje, otrzepuje sukienkę… i kręci się znowu w kółko, chodzi bez celu, chowa po kątach kolejne refleksje co tylko ją interesują, kolejne plany co tylko sama chce w życie wcielać i kolejne emocje. Może uda się wyciszyć? Jak ktoś słucha niecierpliwie, bez zrozumienia- lepiej niech nie słucha wcale. I sama już nie wie czy jeszcze wyjdzie na scenę, czy warto. Czy jest silna czy jednak słaba?
Widz kulis nie widzi, ale czasem i samemu nie chce się ich widzieć.
Pytanie, czy warto?

Myślę, że Zosiek jest pełno na świecie. Miotają się, uciekają na chwilę i wracają- bo nie ma AŻ tak wielkiego powodu, aby uciec na stałe. Robią błąd. Ja mojej Zośce doradziłam po swojemu- życie jest za krótkie, żeby żyć nieszczęśliwie, nie rozwijać skrzydeł, nie mówić głośno.

To trudne, ale chyba lepsze niż pustka udająca pełnię. Niepokój udający spokój.

Ciekawe co Wy byście Zośce radzili?