Pani Blond

Wolność

| 2 Comments
william-white-37151

Głównym błędem jest to, że kiedy zaczyna się palić, zamiast rozniecić ogień, uporczywie, za wszelką cenę zaczynasz go gasić. Pierwotny instynkt karze ratować, nawet gdy nie ma czego i możesz zadusić się dymem. 

Potem siedzisz przy zgliszczach i o zgrozo zaczynasz je traktować „jak swoje”. Lepsze znane zgliszcza, niż cokolwiek nieznanego. Co tam, że to nieznane może być Mount  Everestem marzeń. Jak ci zaczynają wadzić to odwracasz na chwilę wzrok, ale nie ruszysz się z wymoszczonego, cieplutkiego miejsca na krok.
Czasem tylko pomarz, że chwytasz życie odważnie za rękę i dajesz się prowadzić. Ale to tak na chwilę,
w momencie uniesienia ,bo w fajnym filmie ktoś tak zrobił i miał szczęście.
Takie rzeczy to tylko w filmach.

Ludzie zniosą wszystko, aby tylko nikt nie zabrał im wygodnej, bezpiecznej poduszeczki.
Gardzą swoim szczęściem i wolnością.
Przejmują się wszystkim tylko nie tym, że tracą czas. Nie boją się o swoją radość.

Nigdy cię nie korci żeby poigrać z ogniem? Dolać oliwy, pieprzyć konwenanse? No daj spokój.

Poflirtować z losem… nie?

Odnieść to można do wielu kwestii, ale pomówmy o związkach.

To chyba szczególnie babska przypadłość, choć mogę się mylić- , że taka babka myśli sobie, eh nie jestem kompletna. Jestem bardzo niekompletna. To wszystko ma sens tylko w odbiciu męskich oczu.
Życie przed i po to oczekiwanie, marazm. Same sobie nie poradzą, same są niewinne, biedne, małe.
A wszystko w domu popsute…
Choć jednak znam też „takich” mężczyzn ? , u nich sprawy mają nieco inny wyraz. Są nieroztropni, niezmobilizowani, niezmotywowani. Poskładają się i zaczną żyć, jak ich ktoś w szpilkach pozbiera, ugotuje rosół.
Tak, wtedy zaczną żyć.
I te babki i panowie zalegają w swoich związkach jak w bezpiecznych schronach. Schronach przed prawdą.
Nie opuszczają ich nawet jeśli nie ma w tym siedzeniu już nic poza wygodą. Ta wygoda ich oślepia, zabiera szerszą perspektywę, otumania. Karze brać rzeczywistość za jedyną i niezmienną. Nieszczęście może być standardem.

Czyżby już zapomnieli jak powinno i może być. Że życie i rozmowa powinna wciągać, angażować.
Spacer, wspólna kawa cieszyć jak cukierek dziecko. Że ta osoba obok ma nauczyć i ułatwić. Coś pokazać.
Rozśmieszyć w szary, deszczowy dzień.

Więc może trzeba było przed wejściem do schronu, w swojej głowie i duszy poukładać. Po co? Po to żeby nie stał się więzieniem i ostatnią prostą. Po to żeby nie zapominać o swojej wolności. Wszyscy o tym mówią. Mało kto coś robi, żeby samemu ze sobą fajnie się poczuć. Wyjść dla siebie, dla siebie dobrze wyglądać, dla siebie nie zjeść świństwa, i dla siebie sobie na nie pozwolić czasami. Wypełnianiem swojego życia się zająć, zamiast szukaniem asekuracji, bezpieczeństwa,  co to później się okaże prowizorką.

Jak już się okaże, wtedy trzeba zmian. Wtedy może spróbuj dolać tej oliwy i dać się zaskoczyć ?
Może później podziękujesz swoim błędom, jak ci dużo pokazały. Wyleczyły z ignorancji.

Zobaczysz nowe kolory. Ile jest powodów żeby stawać się lepszym. Ile ludzi, miejsc, zdarzeń- o których nie dowiesz się skupiony na własnej wygodzie. Ile w tobie jest, co przysłonił ten pozorny spokój, komfortowy zastój przygaszonych emocji. Jaki możesz być, ile możesz dać- jeśli pozwolisz sobie na nowe.

Mamy przed sobą cały wachlarz wartości, a niektórych nie doceniamy, nie korzystamy z nich. Mamy wolność- wyboru, zmian. My możemy nadawać kierunek. Eksperymentować, aż znajdziemy to co nas zadowoli.
W każdym aspekcie życia, zawsze i wszędzie. Trzeba tylko przestać wierzyć w ograniczenia, pozory, iluzje.
Zacząć być wolnym, ciekawym i zgodnym ze sobą.

A potem odcinać kupony od swoich decyzji.