Pani Blond

Przepis na życie

| 7 Comments
gonzalo-arnaiz-129020 (1)

Anka całe dnie po pracy nasłuchuje. Niby chce zrelaksować się, wypocząć, ale męczy się okropnie, nasłuchując czy aby sąsiedzi nie za głośno żyją, kiedy wracają, jakiej marki pety szybują z balkonu, czy znów nie trzeba dzwonić, uciszać, przywoływać do porządku. I nici z chilloutu. Kaśka znowuż nie może wysiedzieć, musi wszystkie koleżanki- gwiazdy „co im się udało” na instagramie pooglądać, nim dom posprząta czy za coś się weźmie. Potem trochę ponarzeka, posmuci się nad swoim szarym losem, na który nie ma wpływu i czas zleci i znowu nic nie zrobione, trudno. Kamil na Tinderze same ponadprzeciętne sztuki nagradza swoją uwagą. Leżąc jednak z puszeczką i miseczką jakoś raczej się od nich oddala, bądź co bądź niż przybliża. Kryśka modli się gorliwie, co niedzielę galerię szerokim łukiem omija na rzecz mszy, czy by się paliło czy waliło. Tylko tak poza tym szczerze nienawidzi Hanki spod piątki, bachorów z piaskownicy, lampucery z drugiego piętra i różowych, modnych chłopców mijanych na ulicach- im wszystkim życzy śmierci.

I tak skupieni na swoich sprawach, którym nadali priorytet, tworzą swoje ścieżki.
Chyba bez planu, bez logiki, ale czymś się zająć w końcu trzeba.

Taki ogromny jest wybór, tyle spraw małych, dużych, ciekawych, a oni wybrali te i jeszcze inne. Żeby czymś się zająć.

Tyle mamy myśli i tematów, aż dziw bierze, że ktoś wybiera wciąż-

ale ona gruba, ale oni dziani, a tamta kretynka, z krzywym nosem do tego…

Każdy z nas jest, choć ździebko, ale jest, hipokrytą.
Coś mówi, robi na odwrót, coś krytykuje i sam się łapie, że właśnie siebie też skrytykował. Potykamy się. Ludźmi jesteśmy, takie życie.

Ale mimo wszystko! Coś nam dano, jakiś potencjał każdy dostał do wykorzystania
i tak go szkoda trochę, na robienie i gadanie głupot, na nieprawdę, tworzenie iluzji.

Dobrze mieć pomysł, plan, albo chociaż go poszukać. Już się wtedy jest wygranym. Spojrzeć wewnątrz, zamiast na zewnątrz. Co tam interesującego brzęczy, szumi, jakie chęci, wizje, tęsknoty… na pewno coś się z tego ulepi.

Tam trzeba poszperać, zastanowić się. Spokojnie bez spiny.

Wiadomo, lepiej wiedzieć będzie zawsze pani z kiosku, babcia, koleżanka, wpływowa blogerka, aktorka z wywiadu i samozwańczy coach żywieniowy.

Dadzą Ci przepis, dużo przepisów. Przepisy na życie płyną i krzyczą z każdej strony. Ponadczasowe, uniwersalne, szyte na miarę.

Aż w końcu wygodniej popatrzeć przez wizjer, czy te buraki nie wychodzą gdzieś przypadkiem po 23, (skandal!) Albo na fejsie kto tam, gdzie na wakacje pojechał. Palm nieco pozazdrościć.

***

No właśnie.

Dlatego lepiej spojrzeć do wewnątrz.

Wykorzystać to co się ma, ocknąć się z letargu, odkryć nowe, poczuć SWÓJ entuzjazm. Zmierzyć się z faktem, że sam musisz wybrać żeby być zadowolonym. A wszystko inne było nieważne.

Lepiej?