Pani Blond

jak się uczą mali ludzie

| 4 Comments
jens-johnsson-121807 (1)

Balet, śpiew, pianino, basen, kilometry w tem i z powrotem, napięte popołudnia. Harmonogram Aśki pękał w szwach. A po kilku latach gonitwy rodziców, stówek rozdawanych na prawo i lewo okazało się, że bardziej niź pasją zaraziła się wolnością blokowiska i czekaniem na sobotę. W głowie jakieś figury i nuty, jakieś skrawki pewnie zostały, ale nie zdadzą się na nic, nie ruszone dalej nawet palcem.

Oporna ta dziewczyna, zdaje się, że nawet nieba można było jej przychylić, a ona jak kot wybrała swoją własną  ścieżkę, na przekór.

Co więcej mogłam zrobić? Głowi się na głos matka Aśki przy kuchennym stole sącząc popołudniową herbatę z sąsiadką, której co prawda nie lubi, ale dla zabicia czasu po pracy można poplotkować. Teraz jak Aśka ma milion własnych spraw, w które nie można nosa wtykać, swój świat i brak oczekiwań z jej strony to czas jest. Wraca do domu, rzuci plecak, zje albo nie zje, coś odburknie
i mówi wychodzę, będę o tej, a o tej. Koniec. Po rozmowie.
Czasem trochę tęskno za tą jej mniejszą i mniej autonomiczną wersją, tą którą można było zawieźć na zajęcia, odebrać, pogadać w drodze do domu.
To taki wiek, albo coś zrobione było nie tak.

Może Aśka sprzeczne sygnały dostawała? Nadrzędnym celem mamy jak i taty była córka z zainteresowaniami, które miały ją uchronić przed całym złem tegoż świata.
W starciu z nimi zniknąć miało złe towarzystwo, trwonienie czasu, prokrastynacja, uzależnienia, nieszczęśliwe miłości i rozkładanie rąk w odpowiedzi na pytanie co chce robić z życiem swoim.
Taki mieli na nią plan. Trochę on wynikał z dobrych chęci, ale trochę też z tego, że własnych pasji nie mieli.
No to wiadomo, dziecko straty zrekompensuje.

Asiowa mama praca-dom, porządki, zakupy, na szybko jakaś gazetka, serial może wieczorem. Czasami zazdrościła jakiejś koleżance, że ma czas na jogę popołudniu, albo, że ktoś oddaje się w weekendy w całości sztuce i literaturze, że ma czas być oczytanym. Ona nie ma i co miała na to poradzić, zwłaszcza przy dziecku.
Asiowy tato telewizor, coś dla rozluźnienia, okazyjnie jakiś futsal z kumplami, ale to jak naprawdę nic do zrobienia nie było.

No więc pasji jaką chcieli zaszczepić ani widu ani słychu.
Czyżby Asia wchodząc w wiek rozbudzania zewu niezależności poczuła jakąś dozę fałszu i bezsensu? No bo jakto wozi się ją w deszcz, w mróz od pasj do pasji, żeby wrócić samemu na wygodną, ciepłą kanapę celebrować nicnierobienie. Słuchając codziennie narzekania na wstrętną, okropną pracę, brak czasu, całą tę dorosłą rzeczywistość, widząc mamę zarobioną po łokcie o robieniu czegoś przyjemnego, kreatywnego nawet nie myślącą.

Czyż to nie sprzeczne komunikaty?

Mali ludzie obserwują wnikliwie, nie da się ich zwieść. Mówić można różne rzeczy, ale sposób w jaki postępuje guru mama, guru tata to jest klucz. Obserwacja i naśladownictwo to klucze. Tak uczą się dzieci. Tak uczą się jeść, czytać, kochać, żyć z innymi, spędzać czas, szukać swoich dróg, być ciekawym, być znudzonym. Tak się uczą jak żyć. Frazesy, słowa, rozbieżne kroki mocy tu nie mają.