Pani Blond

młoda mama może

| 0 Comments
tanja-heffner-289764

Ostatnią rzeczą jaką powinna usłyszeć młoda kobieta odkrywająca dwie kreski na teście ciążowym są słowa wyrastające jak chwasty na stereotypowym myśleniu; zmarnowałaś sobie życie, koniec młodości, koniec beztroski, jak sobie teraz poradzisz, co teraz z nauką/pracą, nawet nie wiesz jaka odpowiedzialność na ciebie spadła…

Czy nie lepszy wydźwięk mają słowa: super, dasz radę!, wszystko ułożysz!… ? Budujące, pozytywne i dające siłę? Ale zacznijmy od tego skąd bierze się deficyt tych pokrzepiających i jakże potrzebnych komunikatów.

Ludzie są mistrzami tworzenia fałszywych przekonań, utartych ścieżek i schematów, w których zamyka się losy kolejnych pokoleń. Ci, którym nie chce się szukać innych odpowiedzi, alternatywnych rozwiązań tkwią w nich z pokorą- bo cóż innego im pozostaje.

I do takich przekonań wpisuje się przeświadczenie, że młoda matka przegrywa życie.
Bo posiadanie dziecka poniżej 25 roku życia to koniec życia, a na pewno młodości, przygód, nie mówiąc już o karierze.

Młoda i głupia nieźle się wpakowała- pieluchy, płacze, wory pod oczami, cztery kilo plus- jakie to smutne! Zamiast coś osiągnąć, wykształcić się, wyszaleć- koniec, dramat, teraz to już tylko Trudne sprawy, paczka chipsów by zachrupać smutki, rozciągnięte dresy, w ramach rozrywki spacer do Biedronki.

Tak to często przedstawiają krótkowzroczni, małostkowi ludzie. Autorzy krzywdzących stereotypów
i konwenansów.

A ja, przepraszam bardzo, ale się nie zgodzę.

Urodziłam swoją córkę mając dwadzieścia dwa lata.
Oczywiście, że miałam obawy. Jak każdy przed kim postawione zostanie nowe wyzwanie. Nie zmieniło to faktu, że nie dopuszczałam do siebie myśli, iż mogłoby to oznaczać koniec… czegokolwiek.
Owszem, wiele moich priorytetów naturalnie uległo zmianie, wiele rzeczy się przewartościowało. Mniejsza ilość czasu równała się zatem większej świadomości na co chcę go spożytkować. Paradoksalnie przy większej ilości obowiązków wzrosła moja motywacji i chęć do wszystkiego.

Nigdy od narodzin Lili nie zaniedbałam swoich planów. Publikowałam regularnie posty,
w międzyczasie napisałam i obroniłam pracę dyplomową, może mniej regularnie, ale śmiem twierdzić, że równie skutecznie dbałam o swoją sylwetkę, spotykałam się z przyjaciółmi- sama bądź
z dzieckiem- to bez znaczenia bo zawsze mieliśmy świetny czas, czytałam, marzyłam, realizowałam kolejne mniejsze i większe cele i ani razu nie pomyślałam,  że mogłabym zrezygnować z którejkolwiek z wymienionych rzeczy.

Przestać się rozwijać, doświadczać, cieszyć tym co Moje na rzecz bycia stuprocentową kurą domową bez perspektyw- jak niekiedy, choć chyba coraz rzadziej postrzega się matki.
Wiązało się to także poniekąd, z moim podejściem do wychowania, nauki poprzez dawanie wzoru, a nie poleceń. Nie chciałabym aby moja córka miała matkę, której zainteresowania ograniczałyby się do znajomości przepisu na pomidorową i życia towarzyskiego sąsiadki…

Szybko doszłam do wniosku, że wszystko da się pogodzić. Pod warunkiem, że szuka się rozwiązań zamiast przeszkód. Może brzmi to banalnie, a nawet infantylnie, ale taka jest prawda. Choć nieco wolniej, w swoim tempie, czasami w większym stresie i pośpiechu, to jednak wciąż z satysfakcją.

Jeśli ja mogę, to możesz i Ty.

Z zachwytem patrzę na pełne energii, zapału, piękne młode mamy- na ulicy, w mediach społecznościowych. Cieszy mnie fakt, iż odczarowywują kretyński mit bezmózgiej, zaniedbanej matki z przypadku.

Piona dziewczyny!

Młoda mama może.