Pani Blond

lubię mieszać czarne z białym

| 1 Comments
Webp.net-resizeimage (2)

Najlepiej to być do tańca i do różańca. Bo to takie ograniczające się określać. Wybierać święta albo grzeszna, wysportowana albo hedonistka, weganka albo mięsożerna, intelektualistka, imprezowiczka.
Zawsze albo, albo.

Dużo ludzi twierdzi, że jest białe albo czarne. Nie ma nic pomiędzy. Ale gdzie w takim wypadku miejsce na kolory?  Ile czasu ci zajmie zanim sobie znajdziesz swoje ramy? Zanim równiutko wytniesz wszystkie elementy, tak żeby pasować, być jakimś?

A życie smakuje najlepiej, jak się smaki miesza.

Ja lubię obudzić się rano rześka, wyspana, z twarzą rozświetloną wczorajszą maseczką, dokładnie wklepanym kremem. Wypić szklankę wody, duże śniadanie zjeść jak trzeba, poćwiczyć, poczytać, popracować przy kubku kawy z miodem. Spokój, zorganizowanie, poukładanie.

Ale lubię też obudzić się lekko niewyspana, z szumem wspomnień ubiegłej letniej nocy. Wgryźć się
w chrupiącą pizzę grubo zsypaną tłustym parmezanem, zjeść wszystkie brzegi, popić winem, robić nic, łamać codzienne ustalenia z samą sobą. Być dzieckiem w sklepie z cukierkami.

Lubię wielkie ciepłe swetry, spięte włosy, ani grama makijażu.

Lubię krótkie kiecki, czerwone usta.

Lubię być troskliwą matką, smażyć naleśniki, otrzepywać małe nóżki z piasku po robieniu babek, prawie cierpliwą, wyrozumiałą.

Ale potem lubię być kumpelą, kobietą, przyjaciółką, nieidealną, niepoprawną, mniej cierpliwą.

Potrzebujemy balansu jak powietrza. Pardon! Ja potrzebuję, ale nie wierzę, że ktoś nie.

Taką mam definicję pełni życia. Normalności bez monotonii. Zabawy z rozsądkiem.

To jedno z najtrudniejszych zadań znaleźć złoty środek. Zwłaszcza dla tych co lubią czasem rzucać się w skrajności. Niespokojnych dusz. Ale te skrajności w końcu zmęczą, przyjdzie czas na kojącą równowagę…

Lubię mieszać czarne z białym.