Pani Blond

odpowiedzialność

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage (2)

Była sobie Pani. Nazwijmy ją K. K. pogodna i uśmiechnięta, ale w środku szarpana przez jakieś niepokoje ciągłe. Jakieś frustracje. Bo tyle możliwości jest, a jakoś żadna do niej nie chce przyjść. Bo ludzie mają tak dobrze, a ona jakoś nie. Pardon. Źle nie ma, ale jak to się mówi szału nie ma, d*py nie urywa. Praca taka, że na wszystko podstawowe starcza, facet jak każdy, ale też bez rewelacji, znajomych kilku z pracy, ale raczej bez ambicji, humoru, na pewno nie tacy, z którymi można konie kraść.
Sama tak do końca nie wie co ją cieszy, tak w zasadzie też nie wie co lubi, co ją porywa.
No nie ma tak, że o bożym świecie zapomina jak się w czymś zatraci. Chyba pasji jej brak, tak krótko mówiąc.

No, ale to nie jej wina. Jak mogłaby być jej.

Czy to jej wina kogo spotyka na swojej drodze? Czy jej wina, że taką robotę dostała?
Że tak ją wychowali, że ma znać swoje miejsce, siedzieć cicho.
Że takich wyborów dokonała, a potem nie było odwagi na zmiany.
Że się boi i wstydzi i w sumie jej się nie chce…Tylko łzę roni jak jakieś emocje gdzieś zobaczy. Takie co jej pokażą, że jest jakiś szerszy horyzont, nie tylko ten jej.

Tak się jej ułożyło. Nic się nie da zrobić.  Wszystko ludzie, okoliczności, uwarunkowania społeczne, genetyczne.
Z nimi się wygrać nie da.
W to uwierzyła Pani K.

*

Była sobie Pani D. Różnie w życiu bywało. Ale jedno się nie zmieniało. Jakby nie było, trzeba brać sprawy w swoje ręce. Choćby malutkie zmiany wprowadzić, to zawsze się jakoś udaje. Jak nie tak, to w inny sposób.
A jak nie zmienić to zaakceptować, albo zmienić, ale podejście własne.
D. sytuacja nieraz mniej kolorowa była niż K. I jakie to ma znaczenie? Tak do tego podchodziła.
Że nie ma co siedzieć i stękać. Bo od siedzenia i stękania jeszcze nikt nic nie osiągnął.
A ona miała w sobie chęci, zapał. Że czasem życie rzuciło kłody pod nogi. To się każdemu zdarza.
Wiedziała, że marudzeniem tylko się pogarsza, tylko się rozckliwia i osłabia, a do przodu nie rusza się nic.
I zawsze blisko jakaś dobra dusza się znalazła. Zawsze jakieś piękno, zawsze coś co ją oczarowało.
Otwartym trzeba być- tak lubiła mówić sobie i innym.
A jak się coś pieprzy, no cóż, czasem trzeba wziąć odpowiedzialność, jak nie za los taki czy inny, to za swoją reakcję. Akcja- reakcja. To drugie bywa ważniejsze, bardziej determinujące przyszłe wydarzenia.

D. mianowała siebie Panią swego życia. Nie żeby mieć pełną kontrolę- tak się nie da, wiadomo.
Ale żeby wyjść naprzeciw, pomóc szczęściu, sprowokować świat. Zabrała odpowiedzialność za nie wszystkim innym. Bo co im do tego. Wszystkim innym i wszystkiemu co wokół.

*

Dwie dorosłe, zdrowe kobiety. Z pozoru bez znacznych różnic. Tak na pierwszy rzut oka. Bo jakby ktoś się lepiej przyjrzał, od razu zobaczy. Tą zgryzotę u jednej i płomień u drugiej.