Pani Blond

jesteś taki słaby kiedy podnosisz rękę

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage (3)

Wydawać by się mogło, że w czasach świadomego rodzicielstwa, ogólnodostępnych książek i wypowiedzi psychologów, takie rzeczy to już średniowiecze. Marginalne zachowania występujące tylko w peerelowskich, szarych blokach i na szarych krańcach miast.

A tu nie.

Głupi, słabi ludzie ciągle chodzą po ulicach. Wszędzie.  Nie wiem czy nie wiedzą, czy wiedzieć nie chcą, co robią i co z tego wyniknie kiedyś.

Wystarczy być matką, żeby z tyłu głowy wyrósł mały radar. Mały wrażliwy punkt wyczulony na krzywdę wobec dziecka. Każdego. Wystarczy, że się myśli. Że podchodzi się ze zrozumieniem, odrobiną empatii.

Ciągle to widzę. Czasem powiem coś głośno, ale oni są głusi, zamknięci.

*

Raz jesteśmy w parku. Chłopiec, zdarte kolana, koszulka z SpongeBobem. Może 5-6 lat. Koło zjeżdżalni pełno żwirku. Inny starszy zaszedł mu drogę, wyprzedził. Złość, żwirek w garść, sypnął drugiemu po nogach. Rodzice trzymający się do tej pory z boku ruszyli, jak do ataku. Ojciec szarpnął za rękę, matka za nim. Zatargali go na bok, między pobliskie klomby. Może myślą, że tak wypada, że to taktowne, nie tak przy ludziach. Krzyk i wrzask. Smutna, sfrustrowana kobieta wymierza ręką klapsy przerażonemu dziecku. Myśli chyba, że agresją oduczy agresji. Nie słyszałam słowa, żadnego tłumaczenia, że to co zrobił było złe, porozmawiajmy synu, jak możesz tak robić, nic. Tylko krzyk i podniesione ręce.

*

Wracam do domu z siatką zakupów. Przede mną młoda matka na oko przed trzydziestką, pali papierosa. Córeczka szaleje przed nią na rowerze. Na twarzy i w ciele kobiety widać zniecierpliwienie. Co chwila wykrzykuje zachrypniętym głosem Powoli, Aśka zwolnij. Uważaj do cholery.  Ostentacyjnie wyrzuca peta. Podbiega do dziecka i szarpiąc za ramię ściąga z rowerka. Szarpie je i krzyczy aż do momentu, kiedy stracę je z oczu.

 

*

Lilka maluje kredą na placu zabaw. Podbiega do nas malutka Wietnamka. Lili wyjmuje z pudełka kawałek kredy i podaje dziewczynce. Podchodzi jej mama. Uśmiecha się szeroko. Na migi pokazuje, że dziecko ma 1,5 roczku. Co chwila zabiera córeczce kredę, kiedy ta próbuje ją polizać. Nagle dziewczyny zaczynają wyrywać sobie kolorowy kawałek, przy czym Wietnamka klepie Lilkę w ramię. Delikatnie, nieporadnie…Sympatyczna roześmiana mama chwyta rozbawione dziecko i  bije po  malutkich rączkach. Histeria dziecka przerywa zabawę.

*

Kiedyś przeglądając internet, wpadłam na świetny artykuł Krzyczysz na dziecko? Zobacz co się wtedy z nim dzieje.

„Kiedy podnosisz głos na dziecko, jego układ nerwowy wysyła do organizmu sygnał o sytuacji zagrożenia. Dziecku zaczyna bić mocniej serce, mięśnie napinają się, krew napływa do naczyń krwionośnych, ściska żołądek…

Kiedy wrzeszczysz na dziecko, nie jesteś dla niego mamą, jesteś niebezpieczeństwem.

W sytuacji zagrożenia małe ludzkie dziecko nie dysponuje inną bronią, jak głośny krzyk. Podnosi alarm instynktownie. Jego krzyk jest rodzajem informacji: „czuję się zagrożone”, „boję się”, „pomóż mi!”.

Badania pokazują, że kiedy rodzice denerwują się na dziecko, ono denerwuje się jeszcze bardziej. Mózg wyłącza funkcję uczenia się i komunikacji. Dziecko nie słyszy wykrzyczanych przez ciebie nakazów, aby się uciszyło. Ono potrzebuje pomocy.”

Tekst opisywał skutki samego „tylko” krzyku, nie wspominając już o konsekwencjach podnoszenia ręki i wymierzanych klapsów, wciąż stosowanych wobec dzieci jako…metoda wychowawcza?

Najwyraźniej próba osiągnięcia posłuszeństwa przemocą, w cywilizowanym świecie, nadal uznawana jest jako element wychowania. Cudny paradoks…Bowiem w rzeczywistości takie zachowania poza wzbudzaniem lęku, bezsilności, agresji, a w końcu straty zaufania wobec najbliższych osób (rodziców) nie przynosi żadnych rezultatów.

 

A więc słaba mamo, sfrustrowany tato, zróbcie coś dla siebie, swoich dzieci i świata. Opanujcie emocje, obudźcie empatię. Krzykiem i rękami przykładacie się do tworzenia pokolenia. Małego, lękliwego, agresywnego. Bez szacunku do innych, bez poczucia własnej wartości. Takie będą wasze dzieci kiedyś. Chyba, że przestaniecie w końcu wierzyć w średniowieczne mity…

 


cytowany fragment tekstu pochodzi z portalu egaga.pl / Joanna Weyna- Szczepańska