Pani Blond

nie dasz rady tego zrobić, chyba, że zaczniesz już teraz

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage (1)

Za dwa i pół miesiąca wszyscy znowu zaczną zmieniać swoje życie. A przynajmniej o tym głośno mówić wszem i wobec. Narodzą się setki lepszych ja i nowych ja, niepalących, niepijących z pośladkami jak z marmuru.

Tak mnie to cholernie dziwi.
Fakt, że wciąż są ludzie, którzy tak uparcie wierzą, że się zmienią w jeden dzień.

Jakie by to proste było i przyjemne.

A tymczasem, zanim się coś posunie do przodu, trochę się z samym sobą trzeba po ringu nachodzić. Poupadać i powstawać. Próbować raz, drugi, trzeci. I się nie zniechęcić.

Nie tak łatwo wygrać z ciemną stroną mocy.

W 24 godziny wyrzucić stare, powitać nowe, wyrobić lepsze nawyki…

No właśnie nawyki, to jest słowo klucz, tak w przypadku porannych ćwiczeń, jak i pozytywnego myślenia.
W każdym przypadku. Żeby coś stało się łatwe, najpierw musi wejść w nawyk…

Wg badań poświęconych czasowi kształtowania się nawyków z 2009 roku, średni czas potrzebny do tego, aby zachowanie stało się rutynowe, wynosi 66 dni. Warto jednak dodać, że rozrzut wśród badanych był ogromny – od 18 do 254 dni- co oznacza, że ludzie bardzo różnią się od siebie pod względem czasu, w którym zaczynają daną czynność wykonywać automatycznie…Nawyki nie mają zero-jedynkowego charakteru: jeżeli robi się 100 przysiadów przez 60 dni, to zadanie to w 61 dniu będzie znacznie łatwiejsze niż pierwszego dnia, nawet jeżeli czynność wciąż nie jest jeszcze w pełni zautomatyzowana. Kształtowanie nawyku przypomina jazdę na rowerze po pofalowanym terenie. Najpierw pedałuje się pod górę, ale potem zjeżdża się w dół. Na początku trzeba wykorzystać całą siłę w nogach. Z czasem pedałowanie robi się coraz łatwiejsze, choć nie wolno sobie odpuszczać, dopóki nie wjedzie się na szczyt wzniesienia — w przeciwnym razie nastąpi regres i zaprzepaści się to, co dotychczas zostało osiągnięte. [1]

Planowanie wielkich zmian w swoim życiu jest z góry skazane na porażkę, jeśli nie dajemy sobie na nie wystarczająco dużo czasu. Jeśli nie bierzemy pod uwagę faktu, że praca nad sobą to długotrwały proces, nie jednorazowe pstryknięcie palców, które odmienia wszystko

Dobrze dać sobie okres próbny- dosłownie- próbować, próbować i jeszcze raz próbować.

Presja jest mniejsza kiedy siłownie są jeszcze bardziej puste niż pełne, facebookowych tablic nie przepełniają noworoczne wyzwania typu w 2017 przeczytam 100 000 książek, a na sklepowych półkach nie widać kolorowych organizerów, służących do stworzenia idealnego planu na każdy dzień nadchodzącego roku.

Im mniejsza presja, tym łatwiej wytrwać. Wbrew pozorom. Bo robisz coś dla siebie, nie dla idei tłumu.

Już teraz wyrzuć wszystko co zepsute, stare, przeszkadzające, niepotrzebne, szkodliwe. Wszystko co uprzykrza i utrudnia życie.

Narzekanie, czarne myśli, sprany sweter, biały cukier, porównywanie do innych, uszczerbiony kubek, nieaktualne papiery, rachunki, reklamy, użalanie się nad sobą, lenistwo, wymówki, zmartwienia, smętną minę, nieszczerą znajomą, zeschnięte kwiatki, porysowane płyty, resztkę kremu, czarnowidztwo i obżarstwo, marnotrawstwo czasu, zniszczony szalik, zwątpienie, rozpamiętywanie, mrożoną pizzę
i barwiony napój, bylejakość, stare, zakurzone graty, te z pokoju i te z głowy.

Przygotowanie przestrzeni na świeżą energię, więcej chęci i uśmiechu, zakasane rękawy, świeże kwiatki, nowe doświadczenia.
Coś jak przewietrzenie dusznego pokoju.

Niech to będzie taki czas na nabranie wprawy. Na ćwiczenie.

Robienie błędów i naprawianie ich.

Wyrabianie nawyku.

Zacznij już teraz. Później będzie łatwiej.

Dasz radę.

[1] http://zwierciadlo.pl/psychologia/ile-czasu-potrzeba-na-wypracowanie-nowego-nawyku