Pani Blond

jak dać dziecku fajne życie

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage

Kiedyś ktoś zapytał mnie czy mam swoją receptę na ukształtowanie dziecka, które nie potrzebuje w okresie buntu odwracać się do rodzica plecami. Którego szczytem zainteresowań nie będzie picie wina za szkołą, a jedynym atrybutem wolności paczka fajek kupiona przez starszego kumpla.

Odpowiedź brzmi; nie, nie mam.
Ale podświadomie czuję co można w tej sprawie zrobić…

Potwierdziły to słowa niesamowitej kobiety, które przeczytałam niedawno w wywiadzie dla miesięcznika Pani…

Wierzę głęboko, że najlepsze, co możemy dać naszym dzieciom, to inspiracja. (…)
Na czym polega praca, którą ty wkładasz w rozwój Marysi?
Daję jej przykład. Pokazuję, że każdego dnia robię krok do przodu w kierunku, który sobie obrałam. Żyjemy w świecie szybkich nagród, media społecznościowe nas tego uczą. Wrzucasz zdjęcie i po chwili sprawdzasz, kto ci je „polajkował”. Masz akcję i masz reakcję. A jak nie ma reakcji to po chwili zajmujesz się czymś innym. Szczególnie młodzi ludzie są na to podatni. A to co moim zdaniem jest ważne, to umiejętność koncentracji na wyznaczonym celu, niepoddawanie się. Bardzo często o tym rozmawiamy w domu, że bywają trudne momenty, że właśnie wtedy warto wytrzymać pewien dyskomfort, ponieważ nagroda w postaci satysfakcji jest tego warta.

Martyna Wojciechowska

Jest bowiem pewien wspólny mianownik ludzi, którzy od młodych lat potrafią żyć z pasją.

Jest nim ich rodzinny dom.
Taki, który kipiał od zainteresowań domowników, od muzyki, książek, filmów, zapachów z kuchni, kolorów…
Od najmłodszych lat w ich świadomości zapisuje się styl życia, który wykracza poza obowiązki i zwykłe czynności dnia codziennego. Budzi się ciekawość, perspektywa jest szersza.
Dzieci inspirujących ( określenie względne, rzecz jasna, dla każdego może oznaczać coś nieco innego) rodziców, wiedzą, że szare i nudne życie można zapełnić czymś interesującym, konstruktywnym.
Wiedzą, że jest inna alternatywa.

Bo co spycha młodych ludzi na ścieżki kłopotów, zagubienia, lenistwa?

Nuda, brak autorytetu, brak świadomości, że można inaczej i dla tego inaczej warto się postarać.

Mało jest przyjemniejszych rzeczy od patrzenia na ludzi, którzy robią coś z pasją. Którym się chce.
Fajnie dać taką przyjemność swojemu dziecku.

Czyli jak zawsze zaczynamy od siebie. Inaczej się nie da.

A w tych małych ludziach są niezmierzone ilości ciekawości i zapału. Trzeba tylko je podtrzymać, rozkręcić.

Samemu coś robić, czymś zarazić, coś zaproponować.

Czasem coś zwykłego- wspólne gotowanie, malowanie, czytanie, mądry film.  Ale od najmłodszych lat.

Później nauka konsekwencji, że warto drążyć temat, który zaintrygował. Żeby się nie poddawać przy pierwszej lepszej trudności.

Myślę, że to jedna z największych inwestycji w rozwój dziecka. Nakierowanie go, poprzez inspirację na to, co je kręci. Mając taki pakiet zawsze jakoś znajdzie drogę. Do siebie i satysfakcjonującej codzienności.

Dlatego lubię te chwile, kiedy popołudniami siedzimy przy stole w kuchni. Lili zajęta kolejnym abstrakcyjnym dziełem, ja pisaniem…czytaniem, co nóż zerkając czy jakaś farba nie wylądowała na podłodze.

Taki mały początek wspólnej przygody.