Pani Blond

żeby było tak, jak chcesz

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage

7:00, budzik zmusza żeby otworzyć oczy i znów skonfrontować; marzenia vs. rzeczywistość.
Można by jeszcze chwilę się w kołdrze poprzewracać, ale pierwsze myśli wypychają z łóżka. Mając konkretną wizję, chyba już nigdy nie odpocznę od tej konfrontacji, od tych myśli.
I dobrze.

Kawa i równo wklepany makeup dodają odwagi i wiary, że jest się na właściwej drodze.

Na szczęście.

Chwilę po dwudziestce i już na dobrą sprawę niedaleko przed trzydziestką bańka mydlana pęka. W piątkowy wieczór przy piwie stare żarty zaczynają przeplatać egzystencjalne pytania… no dobra, ale jak żyć? I narzekania…na pracę, na brak pracy, na brak czasu, na brak kasy.

Millenialsom, wbrew temu co donoszą wszelkie źródła (że to tylko  brak wifi i niedojrzałe awokado ściska nam żołądki) sen z powiek spędza też kombinowanie, jak wcielić swoje wielkie plany w życie.

Jak przestać prawić hasła i zacząć tworzyć te dni według swoich zasad, w zgodzie ze sobą, tak żeby wszystko grało.

Jak mieć pracę i wolność jednocześnie, skąd wziąć kasę na podróże i swój biznes, bo umówmy się nikt nie chce całe życie komuś dokładać do ogniska tylko.
Jak w tym wszystkim nie porzucić swoich pasji, jak nie zwariować? Jak jak jak…

A z okładek w kiosku zerkają złowieszczo zaledwie kilka lat starsi, piękni, zdolni, bogaci. Ludzie roku, odkrycia roku, przedsiębiorcy, obiecujący debiutanci…
I jakoś mimochodem zaczyna się kalkulować o my God, tylko sześć lat więcej życia i cały świat u stóp, zostało mi sześć lat do sukcesu albo porażki, fuck…

Sprawy nie ułatwiają szybkie media, gdzie na ciężką pracę nie ma miejsca.
Widać tylko wierzchołki gór, już spełnione marzenia. Same fancy okoliczności przyrody,
w których trzepie się hajsy pijąc podwójne latte i głaskając, modnego, a jakże, mopsa.

To są te momenty, w których zamiast motywacji ogarnia człowieka frustracja.
A za nią stres, strach, rozczarowanie.

Bożesztymój tyle lat przebimbanych.

Każdemu kto CZEGOŚ chce, przeszło to kiedyś przez myśl.

Taka myśl, którą trzeba jak najszybciej wyrzucić. Bo nic nie przynosi, tylko szkodzi.
Każdy ma własną drogę i na sobie należy się skupić, koniec kropka.

Mam w głowie plan, ale uczę się kompromisów. Cierpliwości i pokory. Nie wszystko od razu. Nie wszystko na pewno.  W budowaniu dobrego życia nie ma dróg na skróty. Są błędy, dłuższe zastoje, żeby coś zrozumieć, ale i pierwsze satysfakcje. Puzzel po puzzlu wszystko się układa. Jak trzeba to i na zwątpienie sobie krótkie pozwalam. Krótkie podkreślam.

No bo w końcu, nie od dziś wiadomo, że szczęście mało wspólnego ma z tym wszystkim pod pojęciem sukces.

A, że mimo wszystko dobrze się o tym przekonać na własnej skórze, to już inna kwestia.

Robić to co się lubi, cieszyć się z tego co się ma, doceniać bliskich, szanować zwykłe dni, mniej się martwić, więcej uśmiechać. Iść do przodu.

I będzie dobrze.