Pani Blond

jak pozbyłam się poczucia winy

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage (1)

Są takie przyjemności, które każdy powinien sobie regularnie fundować. Tylko dla siebie, obowiązkowe, zapisane w kalendarzu jak kolejne zadanie do wykonania. Jedną z takich rzeczy dla mnie są wizyty u Pani Krysi. Nie dość, że nowa hybryda, kawka, ciasteczko, święty spokój to jeszcze babskie rozmowy o wszystkim.

Bo u Pani Krysi jest długi blat przy którym po kolei siedzą zrelaksowane kobiety; śmieją się, plotkują, celebrują wspólnie chwile dla siebie.

Ale do rzeczy.

Tak mam odkąd pamiętam, że wierzę w drobne przypadki, że to się wszystko jakoś układa. Małe zdarzenia, słowa. Takie, które przynoszą odpowiedź…

W sobotni poranek, obok mnie siedzi atrakcyjna, na oko trzydziestolatka. Z promiennego uśmiechu i młodzieńczej świeżości wyczytuję, że byśmy się dogadały. W rozmowie szybko wchodzi, że jest mamą ośmiomiesięcznego chłopca. Mamą z poglądami dalekimi od standardowo przyjętych.

Szukam właśnie niani. Siedzenie w domu JUŻ mnie wykańcza…Tak to właśnie jest, facet zrobi Ci dzieciaka, a później to ty poświęcasz swój rozwój, karierę, no wszystko w sumie…Ja dodatkowo nigdy nie lubiłam dzieci, wiadomo swoje kocham, ale daleko mi do matki idealnej. No w sumie można powiedzieć, że mąż zniszczył mi życie <śmiech>

Siedzące za stołem kosmetyczki wymieniają się spojrzeniami, ale bez zbędnego oceniania, ciągną feministyczny wątek;

– Coś w tym jest. Przychodzi taki moment, że to my bierzemy wszystko na siebie. Gdzie tu sprawiedliwość? Z jakiej racji to zawsze my mamy być na przegranej pozycji? Facet myśli, że skoro pracuje to nic więcej już nie powinno go obchodzić. 

– I to to to, właśnie o to chodzi- a później mój mąż wraca do domu i mówi; nawet nie wiesz jakbym się chciał z tobą zamienić, cały dzień w domu. Ha-ha-ha! Nie ma pojęcia o czym mówi! On ma jeden etat, a ja z 5. Niania, praczka, kucharka, sprzątaczka, pielęgniarka, garderobiana, odźwierna…. Dlatego mówię stop i wracam do pracy. Na cały etat. UciekamTylko z tą niańką mam dylemat, nie mogę nikogo znaleźć…

– Tak to jest, jak się nie ma rodziny w jednym mieście. My też mieliśmy z tym problem i stanęło na żłobku.  Wtrącam.

Ale my tu mamy rodzinę! Tylko, że np. moja mama to się na babcię nie nadaje. Prowadzi firmę, wiecznie zabiegana, wpada, daje prezent, wypada…to już nie te czasy- kilka pokoleń w jednym domu, wszyscy sobie pomagają…

No tak, świat się zmienia.

Rozmowa ciągnie się jeszcze, nie zbaczając ani na chwilę z kursu psioczenia na facetów i na to, jak poszkodowane jesteśmy.

Łyk americano i chwila zamyślenia.

Można powiedzieć, że ja i sąsiadka jesteśmy w podobnym momencie życia. W takim, w którym chce się wziąć jeszcze jedną rolę, już nie być na sto procent. Taka tylko różnica, że moje dziecko cieszyło się mną blisko trzy lata. Po roku niezdarnym krokiem pomaszerowało do żłobka, abym przez kilka godzin dziennie mogła być panią swojego home office. Teraz jest już pewnym siebie przedszkolakiem, a ja zmieniam nieco proporcje. Miejsce i intensywność pracy. I niby jestem mamą nowoczesną, taką co to dba o siebie, co się w domu nie zamyka…Ale, gdzieś pod skórą mały wyrzut względem siebie się pojawił.
Takie wyobrażenie, że dnia pewnego obudzimy się rano, a dziecko ze łzami w oczach powie; Mamo ja chcę w domu zostać. Mamo pobaw się ze mną… i najgorszą tragedią będzie wtedy iść do pracy, a samemu się przecież tego chciało…

Takie życie.

Nie wiem jedynie po co ludzie decydują się na dzieci skoro już po kilku miesiącach myślą tylko o ucieczce ( ja nie oceniam, o nie, tak dokładnie z wypowiedzi powyższej wynikało).

Jasne, że nie każdy musi się TYLKO dbaniu o ognisko domowe poświęcić. Jesteśmy w końcu różne i mamy różne potrzeby.
Ale jakiś taki balans by się przydał, jakaś odrobina ciepła…

Tak czy owak, wszystkie powinnyśmy uczyć się to swoje poczucie winy wyśmiewać, ignorować. To, że się chce robić różne rzeczy, żyć ciekawie, nie równa się wcale byciu wyrodną matką. To co mówią babcie (te tradycjonalistki), już się przedawniło. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że pomału, pomału kobieta, kobiecie przestaje być wilkiem. Słucha, akceptuje, rozumie, że są różne spojrzenia…

 

Taka tam rozmowa przy hybrydach, chyba mi pomogła to podświadome poczucie winy wyplenić. A jak wraca ( w końcu jest pod skórą od pokoleń;dlaczego tylko pod żeńską skórą ja się pytam?) to sobie przypominam, że nie jestem jedyną co chce  CZASEM uciec.