Pani Blond

Kiedy się nie chce…

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage (1)

Każdy kto obiera sobie jakąś ścieżkę w życiu, wie, że najtrudniejsze zaczyna się przy pierwszych próbach zmiany słowa w czyn.

Bo z jednej strony tak wygodnie i fajnie zakopać się po pracy pod kocem i odpuścić wszystko.
Z drugiej łatwo wypaść z rytmu, zaprzyjaźnić się z wygodą na stałe.

Nie tak prosto odróżnić czasami, czy to naprawdę pora żeby dać sobie spokój czy jednak się sama przed sobą wykręcam.
Powiedzmy sobie szczerze, częściej się zdarza to drugie.

Mimo, że wiem czego chcę, to trafiają się okresy, że tracę cierpliwość, motywacja spada.

Mija poniedziałek, wtorek, środa, już za chwilę weekend, a mnie się nie chce i nie chce. Wtedy już wiem, że to nie tylko zmęczenie. Diabełek na ramieniu podpowiada, że w sumie po co się starać, jak można rozkoszować się słodkim nicnierobieniem. Dreptać sobie beztrosko po najmniejszej linii oporu.
I to właśnie czas żeby się ogarnąć, wrócić na właściwe tory.

Więc co wtedy robię?

Po pierwsze muszę się wyspać, to potrzeba najpilniejsza ever. Niewyspanemu nigdy się nie chce. Jedna wymówka zostaje wyeliminowana.

Potem prysznic, obowiązkowo z akompaniamentem Beyonce krzyczącej z telefonu leżącego na pralce Who run the world? Girls!

Dużo balsamu, włosy potraktowane odżywką co to dodaje objętości i energii przy okazji.

Mocna kawa, dużo miodu.

Rytuał wprowadzający.
Można tak zaczynać raz, za razem od nowa. To nie ważne. Ważne, że nie daje się za wygraną, nie rezygnuje na amen.
Bo za którymś razem, już się ma to w nawyku. Że po krótkiej przerwie znowu się wraca do tego co się sobie zamierzyło.

Do jedzenia jak trzeba, do nauki języka, do myślenia pozytywnie, do pracy nad czymś co może przybliżyć do marzeń. Albo szukania pomysłu na siebie, jak go jeszcze nie masz. Do wszystkiego co po czasie, jak się da temu cierpliwość, wykiełkuje.
Da możliwości, satysfakcję.

A najlepszym sposobem jak się nie chce (jak już wiesz, że to tylko pretekst leniwca)…

jest użycie siły. Wobec siebie. Tak na próbę chociaż, żeby przerwać błędny krąg. Po prostu zacząć od nowa.
Bez zbędnego ględzenia i analiz. Że jeszcze by się przydało pranie wstawić, albo ostatni odcinek serialu obejrzeć dla świętego spokoju. Nope.

Raz, dwa, wstać i zacząć. I później przychodzi ta chwila, w której się zapomina, że się nie chciało.
A jeszcze parę chwil dalej jest czas na taniec zwycięstwa. Ou yeah.

Nie ma w tym nic trudnego, jak się zapamięta to uczucie. Kiedy czuje się lepiej? co dodaje więcej siły i zadowolenia z samego siebie. Pokonywanie słabości czy wieczne im uleganie.

Trzeba trochę pracy włożyć w kreowanie swojego świata, żeby później z przyjemnością spijać śmietankę. Robić to, co i kiedy się chce.

Piszę to, tak, w razie gdyby Ci się nie chciało.

Mnie się nie chciało. Bo jest 22, deszcz dzwoni w okna, a kaloryfer grzeje…
Ale się zapomniałam i już przestało.