Pani Blond

Coś dla ciała, coś dla ducha

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage (6)

Często piszę tu o rozwoju osobistym. Ten temat jest mi bliski- nie wyobrażam sobie życia bez analizowania siebie i tego co mnie otacza, bez refleksji. Poza duchem i umysłem interesuje mnie też ciało- mam do tych kwestii holistyczne podejście.

Bo w końcu te trzy elementy tworzą całość, którą jesteśmy- jak można je rozdzielać?

Do rzeczy.

Dziś kilka słów o jedzeniu- naszym paliwie, które przynajmniej teoretycznie ma dodawać energii, poprawiać nastrój ( nie, nie chodzi tu o zjedzenie 45cm pizzy z przyjaciółką na pół), uzdrawiać…

W szerokorozumianym dbaniu o siebie nie może zabraknąć racjonalnego odżywiania.

Możesz mieć doskonałe pomysły, ogromny zapał i błyskotliwą osobowość, ale śmieciowe żarcie i tak karze ci położyć się na kanapie i spać. Zabierze ci siły i chęci. Wprowadzi w twoje życie więcej chaosu, niż ci się wydaje.

Jest takie powiedzenie- porządek w szafie, to porządek w głowie; racja, zgadzam się i praktykuję.
Ale dołożyłabym do niego jeszcze jedno- porządek w lodówce, to porządek w życiu.

Bo jedna mała zmiana pociąga następne, aż niepostrzeżenie wpada się na właściwe tory.

Oczywiście ja też uwielbiam solone nachosy do filmu, mleczną czekoladę, obowiązkowo z fioletową krową na opakowaniu,  carbonarę na boczku, frytki z majonezem…żeby nie było tak kolorowo.

Mam jednak taką zasadę, że od grzeszenia jest weekend ( nie każdy, raz na jakiś czas)-wepchnięcie swoich zachcianek w ramy pomaga zachować względny umiar.

Co do zasad żywieniowych, wypracowałam swoje własne- nie jestem ekspertem, nie lubię ograniczeń i przesady w żadnym kierunku. Za to kocham to cudowne uczucie po sytym, zdrowym posiłku.

Takim, po którym chce mi się działać, czuję się świetnie i nie mam wyrzutów sumienia.

Nie będę wymieniać tu oczywistych kwestii takich jak 5 posiłków dziennie, obowiązkowo śniadanie, dużo wody bla, bla, bla- zakładam, że wszyscy o tym wiedzą, nie jestem zresztą coachem żywieniowym, żeby Wam tu to wykrzykiwać.

Dla mnie najważniejsze są moje zasady, takie które MNIE robią dobrze 😉

Jak szeleństwo to homemade

Mam słabość do domowego jedzenia. Jeśli mam ochotę na coś niekoniecznie zdrowego, wybieram opcję domową. Pizza, burgery, frytki- te #homemade smakują o niebo lepiej- to raz, a dwa- nie czuję się po nich tak kiepsko, jak po tych zjedzonych na mieście. Znam wszystkie składniki- wiem, że są świeże i ze sprawdzonego źródła. Poza tym domowe gotowanie (najlepiej przy muzyce) to super zabawa.

Raw food? To nie w Polsce

Filozofia raw food zakłada, że produkty po obróbce cieplnej tracą na swojej wartości. Ok, ale takie jedzenie wychładza też organizm i ciężej się trawi. Zeszłej jesieni i zimy zrezygnowałam z ciepłych obiadów. Trochę z lenistwa, a trochę dla zaoszczędzenia czasu. Kilka listków rukoli, pomidor, awokado, pestki dyni, kawałek koziego sera, oliwa z oliwek i ciemna grzanka do zagryzienia. Niby zdrowo, ale nie na tą porę roku, nie na ten klimat. Ciągle było mi zimno i łapałam katar za katarem. Wyziębiłam swój organizm.
W tym sezonie już od września wsuwam ciepłe i też szybkie dania jednogarnkowe. Kasze, warzywa i obowiązkowo dużo rozgrzewających przypraw- curry,czosnek, kurkuma, chilli. Zdecydowanie wychodzi mi to na dobre.

Lodówka bez tajemnic

Nie zaznam spokoju dopóki w mojej lodówce leży samotna tabliczka czekolady lub jakieś pyszne, obrzydliwie słone, chrupiące przekąski czekają pochowane gdzieś po szafkach kuchennych.

Albo akurat oglądam dobry film, albo właśnie zasłużyłam na chwilę przyjemności… zawsze znajdzie się jakiś powód. Dziwnym trafem kiedy moją kuchnię wypełniają same zdrowe produkty- w ogóle nie przychodzi mi to do głowy. Dlatego stosuję zasadę lodówki bez tajemnic- nie gromadzę słodyczy i niezdrowych przekąsek na wszelki wypadek. Jeśli krytycznie mam na coś ochotę po prostu kupuję to jednorazowo.

Ciepłe, lekkostrawne śniadanie

Nie ma dobrego rozpoczęcia dnia bez odżywczego, zdrowego śniadania. Lubię jak jest ciepłe i sycące- tak żebym nie musiała za chwilę podjadać czegoś innego. Moje wybory to owsianka, kasza jaglana, jajka na wszelkie sposoby, grzanki z domowym guacamole. Pychaaaaa. Kop energetyczny gwarantowany.

Za dużo dobroci w ciągu dnia- rezygnuję z kolacji

Bywa też tak, że akurat sąsiedzi wpadną w ciągu dnia z dostawą ciasta. Akurat zrobiłam tak pyszny obiad, że nie obyło się bez dokładki… W skrócie, jeśli czuję, że pofolgowałam sobie w ciągu dnia,  kolacji (którą tak czy inaczej jem małą i lekką) mówię stanowcze nie. Wypijam zieloną herbatę i daję sobie odpocząć.

I najważniejsze-jem to po czym czuję się dobrze

Mam swoją definicję comfort food. To coś dobrego dla ciała i ducha. Jedzenie, po którym czuję się lepiej- ale długofalowo, nie na chwilę jak w przypadku fastfooda czy kupnych słodyczy. Chwila przyjemności, a później uczucie ciężkości i inne takie „skutki niepożądane”. Rezygnuję z produktów, po których czuję się źle- to wystarczająco mnie zniechęca. Jeśli mam ochotę na coś co nie za bardzo mi służy- tłuste, słone, ciężkostrawne- jem to w małych ilościach i przy specjalnych okazjach. Nauczyłam się ulegać pokusie z umiarem.

 

Dzięki tym niepozornym trikom mam dużo energii, czuję się zdrowo i lubię swoje ciało. Mogę śmiało powiedzieć, że odżywiam się świadomie (bez przesady w żadną stronę). Wiem, że ma to przeogromy wpływ również na to, jak czuję się psychicznie.

Jest mnóstwo osób, które zmagają się z większymi lub mniejszymi zaburzeniami odżywiania.
Myślę, że punktem zwrotnym może być uświadomienie sobie faktu jak źle zaczyna funkcjonować ludzie ciało faszerowane cukrem, solą, tłuszczem i konserwantami. Pomijając te mniej namacalne zmiany, które następują po latach- sam spadek energii, rozdrażnienie, rozkojarzenie i rozleniwienie powinny być wystarczająco zniechęcające. Dla mnie są.

Kiedy raz, konsekwentnie wkroczy się na ścieżkę zdrowego odżywiania, wtedy nie ma już drogi powrotnej.

A jakie są wasze triki żywieniowe? Chętnie się zainspiruję.