Pani Blond

Most. Dasz radę, zawsze

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage (9)

Jadę tramwajem do pracy. W torbie mam laptopa, w ręce trzymam kubek termiczny z ciepłą herbatą. Kolejny dzień, świeża energia. Za oknem prószy śnieg… Lubię takie poranki, gdy wiem, że wszystko jest na swoim miejscu, a ja robię zwyczajnie dobrą robotę.

I właśnie przejeżdżam przez most nad Wisłą, który coś mi przypomina. Strzępki myśli układają się w całość.

Szłam nim sama pewnego listopadowego wieczora jakieś trzy lata temu. Jak na tę porę roku było ciepło i przyjemnie.

Chociaż w głowie miałam mętlik i raczej daleko mi było do śmiechu, ubrałam się na przekór, jak ktoś kto jest szczęśliwy. Futrzana kurtka, sukienka boho, brzęczące kolczyki. Pomalowałam usta na czerwono.

Nie wiedziałam co dalej. Jak sobie poradzę i czy nie zostanę sama.
W ogóle nie wiedziałam  zresztą czego chcę.
Moje zagubienie chwilowo sięgnęło zenitu.

Czy jeszcze poczuję spokój i szczęście- w trudniejszych chwilach takie głupie myśli zatruwają człowieka.

Ale jak się odkopie trochę tę ściskającą za gardło niepewność, to czuje się gdzieś pod nią rosnącą siłę.

Taką, którą paradoksalnie dają wszystkie rozczarowania, złe słowa, nieodebrane połączenia…

Niepewność zamienia się w niezachwianą pewność, że nie wiadomo jeszcze dokładnie jak, ale da się radę, postawi się na swoim i będzie lepiej niż dobrze, bo dobrze to za mało.
Warto się przekonać, że wybór jest zawsze. Nawet jak nie wiadomo co będzie. Można wtedy zaszyć się pod kocem i beczeć albo zakasać rękawy i mimo wszystko coś zrobić.

Jeśli nie możesz zrobić wielkich rzeczy, rób małe rzeczy w wielkim stylu- to jedno z moich ulubionych motywujących powiedzonek.

 

Tamtego wieczora poszłam mostem nad Wisłę. W kawiarni po drodze kupiłam kubek gorącej czekolady na wynos.
Usiadłam na ławce żeby wypić w spokoju rozgrzewający napój. Patrzyłam na biegaczy i rowerzystów w odblaskowych strojach, wydychujących opary powietrza. O tej porze na trawie było już trochę szronu. W świetle księżyca wszystko wygląda ładniej.
Otuliłam się swoim futrzakiem i myślą jak dobrze sama umiem o siebie zadbać.
Może i to nic szczególnego, ale sama sobie pokazałam, że bądź co bądź jest fajnie dookoła. Że zawsze można przyjść w ładne miejsce, popatrzeć na ludzi, zrobić sobie przyjemność, a potem wrócić do domu i zacząć wszystko od nowa.

Nikt nikomu takiej opcji nie odbierze.

Dziś mogę podziękować sobie za cierpliwość i wytrwałość. Za to, że zrobiłam wszystko co sobie zamierzyłam. Kroczek po kroczku. Na początku bez planu, trochę po omacku, ale żeby ruszyć z miejsca.

Jestem na drodze jaką zawsze chciałam iść. Wiem czego chcę, a czego nie.
Jest lepiej niż dobrze. Nic już z tamtej zagubionej dziewczyny we mnie nie zostało.

Mogę powiedzieć, że dałam radę. 😉

I Ty też dasz- bo możesz, bo naprawdę wystarczy chcieć. Nieważne z jakiego powodu się teraz ze sobą szarpiesz. To nie istotne.

 Wystarczy zacząć szukać możliwości zamiast wymówek.

Nie zawsze bywa to proste i wygodne. Ale zawsze czyni Cię wygranym.

Nosiłam w sobie pustkę, a gdy zaczęłam konsekwentnie pracować nad tym, żeby ją wypełnić, żeby zasiać ziarenko, zrobić coś konstruktywnego- pustka, a raczej jej odczucie zniknęło.

Układając sobie w głowie, niepostrzeżenie, za jednym zamachem załatwia się też sprawę zawirowań w życiu. Bo to co nas otacza jest niczym innym, jak odbiciem naszego wewnętrznego świata. Niewygodne?  No cóż- ale im szybciej się to zrozumie, tym lepiej.

Bo szarość w środku, to szarość na zewnątrz.

*

Każdy musi przejść swój most.