Pani Blond

sztuka wyboru, sztuka życia

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage (1)

Scrolluję instagramową tablicę bo resztki siły, które mi zostały po dzisiejszym dniu, pozwalają już tylko na takie bezmyślne zajęcie. Jak to mówią guilty pleasure. Przyjaciółka udostępnia mi post- urocze zdjęcie, mama z czwórką dzieci.
Zadbana, szczupła, wypoczęta?
W opisie profilu rzucają mi się w oczy – businesswoman, fotomodelka, nieźle…
Poczułabym się zapewne na wskroś dotknięta, gdybym akurat znajdowała się w życiowej rozsypce, a z dżinsów wylewałyby mi się „pozostałości” po tylko JEDNYM dziecku. Poczucie porażki zjadłoby mnie pewnie co do okruszka….

Wygląda na to, że wszystko jest możliwe w jakimś równoległym świecie, bo w tym w którym żyję wydaje mi się to bliskie z cudem.

Pogodzenie rozpędzonej jak galopujący rumak kariery z wychowaniem gromadki szczęśliwych dzieci, które czas spędzają rzeczywiście z mamą, a nie opiekunką, sprzątaczką i kucharką zatrudnionymi na pełen etat, z dbaniem o siebie, swoją przestrzeń i przy tym wszystkim swój dobry stan psychiczny?

Nie dajmy się w to wkręcić. Takie rzeczy to tylko w filmach.

I mówię to jako osoba, która lubi mieć dopięte wszystko na ostatni guzik.
Mam problem z „olewaniem” czegokolwiek, przy jednoczesnej świadomości jak ważna jest umiejętność odpuszczania.

Chęć cieszenia się życiem wyklucza bycie Najlepszym we wszystkim.

Chcę więcej dać z siebie w pracy, więcej czasu poświęcić swojej pasji, kosztem jest czas mojego dziecka, które ślęczy wtedy przed bajką na dvd, albo kręci się wokół mnie ze wzrokiem pełnym wyrzutu…

Chcę pobyć z córką, bez pośpiechu, dać jej czas, który tak szybko ucieka, kosztem jest mój rozwój, przemyślenie nowego projektu w pracy….

Chcę już odpocząć więc zamiast wieczorem przygotować wartościowy posiłek na następny dzień, kupuję rano, po drodze pakowaną kanapkę….

Zawsze coś za coś.

Im więcej rzeczy, w których zobowiążemy się sami przed sobą, że są dla nas istotne i nie chcemy na tych polach zawieść, tym większa presja.

Więcej obowiązków, mniej odpoczynku, mniej celebracji chwil.

Co wybrać kiedy wszystko jest ważne?
To już sprawa indywidualnego systemu wartości, ale wiem jedno- wybierać trzeba codziennie.

Próba zrobienia wszystkiego na raz kończy się frustracją,  wypaleniem. Jesteśmy tylko ludźmi.

Wszędzie widzimy „wzory”, do których chcemy dążyć, nie wiedząc co tak naprawdę stoi za tymi wyidealizowanymi obrazkami. Wyrzucamy sobie, że tak mało robimy, nie doceniając swojej pracy i codziennych kroków naprzód.

Ja robiłam to ciągle, ale powoli zmieniam kurs.

Godzenie różnych ról, ogarnianie kilku obszarów życia równocześnie- owszem daje satysfakcję, ale wymaga dużego wysiłku, rezygnację z beztroski i wygody. Nie da się mieć wszystkiego naraz.

Cudownie jak energia nam sprzyja- uwielbiam takie dni, kiedy budzę się o 6, człapię do kuchni po pierwszy kubek kawy i jakoś tak łatwo wkręcam się w nowy dzień. Wszystko jest poukładane. Po pracy zahaczam o sklep, w którym robię codzienne zakupy, szybki rodzinny spacer, ogarnięcie domu, wykąpanie i nakarmienie córeczki, a później kilka chwil wyczekanego czasu dla siebie- pisanie, czytanie, ćwiczenia….perfekcja jak w reklamie.

Ale bywa też tak, że nic nie idzie gładko, wszystko jest w pędzie, w niedoczasie, chaosie. Mam wtedy wrażenie, że NIE DA się tego wszystkiego pogodzić…jestem pewna, że każdy ma takie dni. Również Ci nadludzie, którzy w social mediach pokazują się regularnie z szerokimi uśmiechami na ustach, nie odczuwają zmęczenia, stresu ani spadku nastroju…

Ilekroć zobaczysz kogoś, kto budzi Twój podziw, robi wszystko na raz z pięciorgiem dzieci na rękach, ma wysprzątany dom, figurę jak z okładki Shape`a, realizuje się zawodowo, a w dodatku wygląda jakby robił to bezwysiłkowo, jak za dotknięciem różdżki, to wiedz, że prawdopodobnie nie śpi po nocach i padnie na podłogę zaraz po cyknięciu tejże foty.

Wkłada w to ogrom pracy i bardzo dużo poświęca. Gwarantuję.

Inny wybór, wcale nie jest porażką bo na tej szali jest też wewnętrzny spokój, dobry sen i czas na swoje zwykłe życie.

Grunt to wybierać to co zgodne z nami. Znaleźć swój własny balans i po prostu być szczęśliwym, bez oglądania się na to co robią inni.