Pani Blond

Droga

| 0 Comments
Webp.net-resizeimage

Jedziemy za miasto. Słońce razi mnie w oczy. Muzyka, która sączy się z głośnika jest jak lekarstwo…

Patrząc na mijane w drodze krajobrazy, domy, lasy, pola, zawsze snuję się po swoich myślach. Poplątanych, zamieszanych ostatnio tak bardzo.

Kiedy się czegoś uczymy, rozwijamy to nie zawsze jest to przyjemne i komfortowe uczucie.

Błądzenie wymaga odwagi. Jest ryzykiem, że potknie nam się noga.

Ale jak inaczej się odnaleźć, niż błądząc?

Bez asekuracji iść po linie.

Pozwalam się sobie gubić, przymknąć oko, zdystansować się. Żyć.

Rzucić to co przestaje cieszyć, próbować, iść za głupim sercem. Splatać swoją drogę z różnymi ludźmi, obserwować ich i zgadywać jaką rolę pełnią dla mnie.

Czasami popełnić błąd i nie żałować za długo.

*

Nad pyszną kawą i gorącą szarlotką, mam refleksję, że nawet taka magia przestaje mieć smak, kiedy w duszy coś nie gra…

Las jesienią jest wilgotny i chłodny, otulam się swetrem i szukam ciepłych promieni między gałęziami.
Natura przynosi odpowiedzi, pokazuje jak odpuszczać, być w zgodzie z tym co dookoła.

*

Cały czas coś się zmienia, obiecuję sobie, że ja dla siebie będę zawsze.

Robiąc jak czuję, szukając rzeczy, które dla mnie są prawdziwe…

Tyko ja to wiem.

Cały czas jesteśmy w drodze, chcę korzystać z lekcji i doświadczeń, które mi przynosi…

Na ścieżkach za miastem posprzątałam głowę, idę dalej z zapałem, oczekując najlepszego.